Geoblog.pl    indochina2010    Podróże    Hong Kong-Macau-Płd. Chiny-Wietnam-Kambodża-Laos-Tajlandia-Malezja-Singapur    Podroz masakra
Zwiń mapę
2010
14
cze

Podroz masakra

 
Tajlandia
Tajlandia, Ko Lanta
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 16535 km
 
Pick up pod hostel oczywiscie przyjechal nieco opozniony. Wszystko wygladalo ladnie, bo podjechal elegancki mini van i do tego pusty. Zaraz zabralismy jeszcze pare Niemcow z hotelu obok i w droge. Niestety, zaraz tez owej pary sie pozbylismy, a kierowca zajechal do jakiejs obdrapanej budy, ktora rzekomo byla agencja turystyczna. W srodku czekala inna para, tym razem Francuzow. Kierowca stwierdzil, ze czekamy 15 min na innych ludzi. Oczywiscie minelo 30 min, inni ludzie nie przyszli, a miejscowe matoly probowaly nam wcisnac rozne hostele na Ko Lancie. W miedzyczasie zajechal drugi van, do ktorego kazali sie nam przesiasc. No to jedziemy...

Znow niezbyt dlugo. Podjechalismy pod inna agencje, tym razem w Krabi. Nastepne 15 min. Francuz powoli zaczal dostawac furii i wskoczyl na durnia, ktory siedzial za biurkiem. Duren dostal kilka wiazanek, ale niewiele to pomagalo. Generalnie, Tajowie sprawiali wrazenie jakby mieli nas gdzies. Owy duren z rozbrajajaca szczeroscia wyjasnil, ze czekaja na 2 osoby, bo tylko 5 to oni nie beda wiezc na wyspe, bo benzyna, koszty etc. W dosadny sposob wyjasnilem mu, co mnie jego koszty obchodza :) Po prostu skandal. Wszystko wskazywalo na to, ze bedziemy tu stac dopoki jakies 2 osoby nie zdecyduja sie jechac na Ko Lante. Byla 12 (wyruszylismy 10:35), a glupek twierdzil, ze o 12:30 moze pojedziemy. Francuz zaczal dzwonic od agencji, gdzie kupowal bilety i wtedy jak za dotknieciem czarodziejskiej rozdzki kierowca powiedzial, ze jedziemy jednak :)) W ten sposob dojechalismy na Ko Lante, ale miejscowi to przeciez sa debile do kwadratu. Jeszcze glupsi niz Laotanczycy...

Na Ko Lancie miejscowy nas uprzedzil, ze "nie ma tu nic do roboty" :) Tak czy owak, zajechalismy do bungalowow, ktore okazaly sie baaaardzo ladne, czyste i przestronne. Za domek placimy 500THB, co biorac pod uwage standard nie jest wygorowana cena. Do morza mamy minute, a plaza jest czysciutka i, uwaga, kompletnie pusta, bo na wyspie praktycznie nie ma turystow :DD Totez relaksujemy sie na plazy, rzucajac frisbee, grajac w noge i ogladajac mundial wieczorami :))
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (3)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
indochina2010
Sebastian Trojanowski
zwiedził 5.5% świata (11 państw)
Zasoby: 72 wpisy72 37 komentarzy37 385 zdjęć385 0 plików multimedialnych0